Motywacja wewnętrzna, motywacja zewnętrzna - co lepiej wspiera w nauce?

Bardziej świadomi rodzice i nauczyciele znają różnicę między motywacją wewnętrzną i zewnętrzną. Wewnętrzna – to po prostu szczera chęć, by uczyć się i pracować dla samej przyjemności. Zewnętrzna – to system nagród itp. wzmocnień, które stanowią zachętę do działania. O tym, która z nich jest lepsza, mówi dr Zuzanna Gazdowska, psycholog z Uniwersytetu Humanistycznospołecznego SWPS.

Mówi się o tym, że najważniejsza jest motywacja wewnętrzna, ale nasz system szkolny bazuje przecież na zewnętrznej: ocenach, pochwałach, wynikach. Jak wyważyć proporcje między wspieraniem motywacji wewnętrznej i stosowaniem motywacji zewnętrznej?

Cudownie, jeśli mamy młodego człowieka zmotywowanego wewnętrznie - jego przyszłe studia są jego pasją i on po prostu chce do nich dążyć, lubi to, sam z siebie zabiera się do pracy.

Ale taka postawa nie zdarza się bardzo często. Zwykle spotykamy się z osobami, które mierzą się z kryzysami w zakresie motywacji. Dobra wiadomość jest taka, że motywacja zewnętrzna, czyli różne czynniki, które wspierają starania, też są ważne.

 

Mamy więc nagradzać dziecko za wysiłki w nauce?

Niekoniecznie. Dawanie nagród rzeczowych, pieniędzy itp. za dobre wyniki w nauce to nieskuteczna taktyka, oparta na krótkowzrocznym myśleniu. „Jak się pouczysz 5 godzin do sprawdzianu to kupię ci nową grę na konsolę”. Taka nagroda zadziała pierwszy, drugi raz, ale w końcu okaże się, że wymagania dziecka rosną i trzeba kupić nową konsolę, żeby pomyślał o odrobieniu pracy domowej.

Jeśli nagradzanie, to innego typu. „Jak skończysz pisać wypracowanie, to zdecydujesz, jaki film będziemy dziś razem oglądać”. „Zrób te zadania, a potem coś wspólnie przygotujemy do jedzenia i miło spędzimy czas”. „Widzę, że się starałaś dobrze przygotować prezentację. W nagrodę wybierz, co chcesz robić w weekend”. Niech nagrodą będzie bliskość i pielęgnowanie relacji.

 

Wolny weekend? Czy pilny uczeń może sobie na coś takiego pozwolić?

Nawet najlepszy uczeń, nie będzie się uczył wyłącznie dlatego, że tak bardzo kocha się uczyć. Prędzej czy później przyjdą momenty zwątpienia. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy zadbali o jego regenerację i to poprzez danie wyraźnego przyzwolenia na odpoczynek. W pracy z młodzieżą spotykam się z takim komunikatem: „Nie mogę odpoczywać, bo zaraz rodzice się do mnie przyczepiają, że się nie uczę, tylko oglądam serial”. Kiedy pytam, czy młody człowiek sprawdził, że taka będzie reakcja rodziców, odpowiada, że nie, ale tak będzie „na pewno”. Dlatego uważam, że warto otwarcie powiedzieć: „Odpoczynek jest ważny. Kiedy szykujesz się do jakiegoś zadania, musisz także odpoczywać”. Oczywiście to nie może przejść w drugą skrajność: leżenie i nicnierobienie. Warto zachęcić młodego człowieka, żeby opracował plan tygodnia, a w nim zarezerwował czas i na naukę, i na odpoczynek. To pomoże zaspokajać potrzebę autonomii: niech on sam stworzy taki plan. Np. „W poniedziałki i wtorki skupiam się na nauce, w środę robię sobie luźniejsze popołudnie”. To będzie też forma zewnętrznego motywowania. I pozwoli zdjąć z młodego człowieka presję, że musi cały czas przeć ku celom.

 

Niektórzy rodzice starają się „motywować” nastolatka nakazami i negatywnymi opiniami. W efekcie podcinają mu skrzydła i obniżają jego wiarę w siebie. Jakich słów zdecydowanie nie powinniśmy używać w rozmowie z dzieckiem?

Takich komunikatów jest mnóstwo. Przede wszystkim: „Skup się”. „Postaraj się”. Może nam się wydawać, że młody człowiek jest rozproszony, zerka w telefon, wygląda przez okno lub ma niezadowoloną minę, ale u dojrzewającej młodzieży zasoby poznawcze są rozgrzane do czerwoności. Taki człowiek cały czas myśli, kombinuje. Właśnie próbuje, ze wszystkich sił, jakoś sobie poradzić. A my umniejszamy jego starania.

Wszelkie wyrzuty, porównania. „Mogło być lepiej”. „Czemu się nie starałeś?”. „Janek dostał piątkę, a Ty?”.

Wzbudzanie poczucia winy. Ironiczne i złośliwe: „Warto było wczoraj grać, zamiast się uczyć? Sam się o tę jedynkę postarałeś!”. To tylko potęguje negatywne emocje, a nie motywuje. Nic dobrego przez to nie zyskamy, mleko się i tak już rozlało, a takimi komunikatami nie zbudujemy optymalnego nastawienia na przyszłość.

 

A jeśli mamy poważne podejrzenia, że nastolatek naprawdę nie dość się uczy, lekceważy obowiązki?

To lepiej zadać pytanie, a nie formułować oskarżenie. Np.: „Słuchaj, wydaje mi się, że zamiast robić zadanie, patrzysz w sufit. Czy to ci pozwala się skupić?”. Raczej bazujmy na obserwacji i pytajmy (nie złośliwie), a nie formułujmy zarzuty.

Jeżeli dajemy dziecku informację zwrotną na temat jego niezadowalającego wyniku w nauce, warto stwierdzić: „Jeszcze się tego nie nauczyłeś”, a nie „Nie umiesz”. Ten komunikat, „Jeszcze nie”, popularyzowany przez prof. Carol Dweck, aktywuje takie myślenie: „Okej, tym razem się nie udało, ale mogę się postarać i poprawić”. Z takiej techniki może korzystać zarówno nauczyciel jak i rodzic.

Dawajmy też komunikaty przepełnione wsparciem. „Jeżeli mógłbym ci jakoś pomóc w tych staraniach, to mi powiedz”.

Demotywujący jest jednak także komunikat: „Nie stresuj się, będzie dobrze”. My to mówimy z miłości, ale przecież nie możemy przewidzieć przyszłości. Więc na jakiej podstawie twierdzimy, że wszystko będzie dobrze? Na podstawie naszych oczekiwań! I jeżeli sprawdzian nie pójdzie dobrze, to dziecko zaczyna wątpić nie tylko w siebie, ale też w nasze wsparcie. „Nie bój się, nie przejmuj się” to też zaprzeczanie odczuwanym przez dziecko emocjom. W ten sposób dajemy sygnał: „Nie odczuwaj tej emocji, bo jest zła”. A nie ma emocji złych ani dobrych, mogą być za to takie, których przeżywanie jest dla nas trudne. Dzieci i młodzież powinni uczyć się sobie z nimi radzić, bo w dorosłym życiu nie będą mogli liczyć na taryfę ulgową.

 

Młody człowiek coraz mniej słucha rodziców, zamyka się w swoim pokoju. Jak on sam może siebie motywować do pracy?

Powiem przewrotnie – warto zastanowić się, jakie to są rzeczy, do których tak ciężko nam się jest zmotywować. Wystarczy zastanowić się, czego nam się nie chce i dlaczego tak niechętnie o tych zadaniach myślimy. Poszukajmy konkretnych powodów. „Bo to jest trudne”. „Bo to jest złożone zadanie i wymaga dużo czasu”. Powiedzmy, że nie chce mi się zrealizować projektu do szkoły, bo uważam to zadanie za bardzo czasochłonne. Jeśli rozpiszę sobie konkretne kroki, jakie muszę zrealizować, to może się okazać, że trzy z pięciu kroków wcale nie są takie czasochłonne, mogę je szybko zrobić. Mogę pójść do przodu i zostaną mi tylko dwie rzeczy, do których w końcu łatwiej mi się będzie zabrać, bo już większość pracy mam za sobą. I będzie odhaczone. Zdejmę ze swoich pleców duży ciężar.

Pomocne będzie także przemawianie językiem korzyści: „Jakie korzyści będę mieć z tego, że to zrobię?”. Szukajmy korzyści dla siebie osobiście, nie tego, że nauczyciel będzie ze mnie zadowolony. „Co dobrego dla mnie stanie się, jeśli się przemogę, zmuszę i to zrobię?”. Taka autorefleksja i kierowanie się korzyściami to sposób na motywowanie się do pracy nie tylko w okresie szkoły średniej, ale także później – na studiach czy w czasie pracy zawodowej.

 

Rozmawiała Joanna Szulc